Zamknij X
Drzewo, czyli luźne spacerowe refleksje
Niebo ode mnie odgapia
Też zamyślone
W pochmurnym nastroju
A Ty tak stoisz niewzruszone
Bo w sumie mało Cię to obchodzi
Musisz być bardzo mądre
Stare i doświadczone
Tak poważnie wyglądasz
Między ławkami i resztą drzew
Znamię miłości tu i ówdzie
Przez kochanków wyryte na piersi
Wśród namiętnych nocy
Bolało?
Ich pewnie nie
Uczucie jak znieczulenie
Ale kiedyś przecież puszcza
Zawsze
Raczej
A ta gałąź
Na której tamtego wieczora
Przesiąkniętego deszczem
Siedziała w kapturze ze sznurem
Ona
Nie wzięła kosy
Nie jest tradycjonalistką
Ale chłopaka zabrała na spacer ze sobą
Ostatni raz
Ty wszystko widziałeś
I tych którzy cierpieli milcząco
Swój kryzys karmiąc najczęściej
Tanim winem z podrzędnej marnej knajpy
Sen jedynym dobrodziejstwem na które było ich stać
Między konarami spijali
Nad ich strudzonymi czołami jak strażnik czuwałeś
A pamiętasz tamte roześmiane młode twarze
Które nie znały jeszcze goryczy?
Raniły Ci korę
Ale niespecjalnie przecież
Szumiałeś wyrozumiale
Drzewo
Swym milczeniem pozwalałeś spowiadać się
Z naszych rzeczywistości
Nie jesteś zwykłym jakimś tam drewnem
Pomnikiem wspomnień
Żywą historią
Na tym niepozornym szarym trawniku
Kroniką chwil brudnego miastowego parku
Też zamyślone
W pochmurnym nastroju
A Ty tak stoisz niewzruszone
Bo w sumie mało Cię to obchodzi
Musisz być bardzo mądre
Stare i doświadczone
Tak poważnie wyglądasz
Między ławkami i resztą drzew
Znamię miłości tu i ówdzie
Przez kochanków wyryte na piersi
Wśród namiętnych nocy
Bolało?
Ich pewnie nie
Uczucie jak znieczulenie
Ale kiedyś przecież puszcza
Zawsze
Raczej
A ta gałąź
Na której tamtego wieczora
Przesiąkniętego deszczem
Siedziała w kapturze ze sznurem
Ona
Nie wzięła kosy
Nie jest tradycjonalistką
Ale chłopaka zabrała na spacer ze sobą
Ostatni raz
Ty wszystko widziałeś
I tych którzy cierpieli milcząco
Swój kryzys karmiąc najczęściej
Tanim winem z podrzędnej marnej knajpy
Sen jedynym dobrodziejstwem na które było ich stać
Między konarami spijali
Nad ich strudzonymi czołami jak strażnik czuwałeś
A pamiętasz tamte roześmiane młode twarze
Które nie znały jeszcze goryczy?
Raniły Ci korę
Ale niespecjalnie przecież
Szumiałeś wyrozumiale
Drzewo
Swym milczeniem pozwalałeś spowiadać się
Z naszych rzeczywistości
Nie jesteś zwykłym jakimś tam drewnem
Pomnikiem wspomnień
Żywą historią
Na tym niepozornym szarym trawniku
Kroniką chwil brudnego miastowego parku
Średnia ocena: 6.00
Dodaj komentarz
Immortal (Moderator) napisał:
O-i nawet o drzewie tak można ciekawie.
Podoba mi się.
Zapraszam do mnie.
O-i nawet o drzewie tak można ciekawie.
Podoba mi się.
Zapraszam do mnie.
sh@dow napisał:
"gdyby ściany mogły mówić usłyszałbyś wiele, o głodzie o bólu o cierpieniu..." to fragment piosenki kojarzy skojarzyła mi się... wiersz extra na całkowite 6 ;) zapraszam do siebie
"gdyby ściany mogły mówić usłyszałbyś wiele, o głodzie o bólu o cierpieniu..." to fragment piosenki kojarzy skojarzyła mi się... wiersz extra na całkowite 6 ;) zapraszam do siebie
Tibadee__ napisał:
dzięki.
ale chyba jakoś nie mam z tego wiersza satysfakcji. oj... wena mi ucieka... ucieka.
Dodaj komentarzdzięki.
ale chyba jakoś nie mam z tego wiersza satysfakcji. oj... wena mi ucieka... ucieka.
Czy widziałeś już posadzki przemysłowe lub maszyny budowlane oraz kitesurfing lub bieżnia oraz stronę De Su.
Nawigacja: Strona główna |
Regulamin |
FAQ |
Propaganda |
Linki |
Kontakt |
Szkółka wiersza |
Forum dyskusyjne |
Wiersze z dzisiejszego dnia |
Wiersze od ostatniej wizyty |
Najnowsze komentarze |
Komentarze
Najnowsze wiersze
Błotnik codzienny
autor: markoPenelopa
autor: mary-kateTęsknota za...
autor: DarkDoggMarzenie
autor: klemens208Odbijany
autor: Immortal
Ostatnie komentarze
