Zamknij X
Belenroda
-Pierwsza spowiedź Belenroda-
Dla diabła imienia
Wzgardziłem wspomnienia
Mych stron ukochanych
I domostw zadbanych
Gdzie wiara i życie
I czystość w obficie
I nigdy o zdradzie
Będącej w mej radzie
Nie myślał, nie mówił,
Prawością się chlubił
Wznosiłem ku górze,
Ku Stwórcy naturze
Swe ręce spocone
Daremnie zmęczone
Dla marnych pieniędzy
Nie wyrwą mnie z nędzy
Ni żadne prawości
I patrzyłem w złości
Na możne portale
Żyjących wspaniale
Co w kielichach złotych
Swe topią kłopoty
I w szafirach cennych
Bądź zachciankach sennych
W najdroższych diamentach
Ich wiara zaklęta
Lecz wie wśród was każdy
No, kto jest odważny?
I król co swym rządzi
Niech los go osądzi
I bard co pieśń niesie
Po calutkim świecie
I choć pieśń ta umila
To wystarczy chwila
By wraz z jednym pchnięciem
Sztyletu draśnięciem
Zakończyć zniszczenie,
Łzy, zapomnienie
I me zatracenie.
Nie chciałem, ni chciałem wam tego mówić
Nie chciałem bo po cóż, no, po cóż się trudzić
Wyrzucać swe grzechy
Szukając pociechy
Bo brak przebaczenia
Gdy pełne zwątpienia
Twe serce stracone
I krwią naznaczone
Ręce splamione...
I nie jest zagadką
Że śmierć śmierci matką
Nim pierwsza się zrodzi
Kolejna nadchodzi
I nim słońce wzejdzie
Ze sto ich nadejdzie
Więc dla żalu serca
Powstaje morderca
Lecz błagam zrozumcie
Dla życia i chleba
To była potrzeba
By dzieci me, żona
Nadzieja stracona...
Na dno się stoczyłem
I w wiarę zwątpiłem
Więc dla mnie... człowieka
Oferta Darlleta
Co ma być ratunkiem
Mych ran opatrunkiem
Nakazał on zabić
Wrogów swych zgładzić
I w śmierci znamiona
Wyrzucił imiona:
Za jego zachcianką
Ofiarą był Ghanko...
W czym mu przeszkadzał
Nic nie rzekł, nakazał
By wraz z wschodem słońca
Doczekał on końca
Nie zło jest mym panem
Nie ojciec szatanem
Szlachetne zabiegi
Umarłych szeregi
Wśród krwawych tych nocy
Sędziowie wysocy
Bo takie me męstwo
A w rękach przekleństwo
Melodia udręki
I wciąż tylko jęki
Jęki śmierci, wzgardzenia
Wśród łez potępienia
Wnet ostrze sztyletu
Przeszyło w człowieku
Co żywe w nim było
W tę noc się skończyło
Za życia uparty
Stał Ghanko się martwy
Dla kilku złociszy,
Dla chleba, dla ciszy
Wygnałem go z kraju
Posłałem do raju
I niech jego dusza
Już więcej nie wzrusza
Ni serca żadnego
Ni żalu smutnego
I niech dusza moja
Na zawsze przeklęta
W Darlleta decyzjach
Po wieki zaklęta...
Dla diabła imienia
Wzgardziłem wspomnienia
Mych stron ukochanych
I domostw zadbanych
Gdzie wiara i życie
I czystość w obficie
I nigdy o zdradzie
Będącej w mej radzie
Nie myślał, nie mówił,
Prawością się chlubił
Wznosiłem ku górze,
Ku Stwórcy naturze
Swe ręce spocone
Daremnie zmęczone
Dla marnych pieniędzy
Nie wyrwą mnie z nędzy
Ni żadne prawości
I patrzyłem w złości
Na możne portale
Żyjących wspaniale
Co w kielichach złotych
Swe topią kłopoty
I w szafirach cennych
Bądź zachciankach sennych
W najdroższych diamentach
Ich wiara zaklęta
Lecz wie wśród was każdy
No, kto jest odważny?
I król co swym rządzi
Niech los go osądzi
I bard co pieśń niesie
Po calutkim świecie
I choć pieśń ta umila
To wystarczy chwila
By wraz z jednym pchnięciem
Sztyletu draśnięciem
Zakończyć zniszczenie,
Łzy, zapomnienie
I me zatracenie.
Nie chciałem, ni chciałem wam tego mówić
Nie chciałem bo po cóż, no, po cóż się trudzić
Wyrzucać swe grzechy
Szukając pociechy
Bo brak przebaczenia
Gdy pełne zwątpienia
Twe serce stracone
I krwią naznaczone
Ręce splamione...
I nie jest zagadką
Że śmierć śmierci matką
Nim pierwsza się zrodzi
Kolejna nadchodzi
I nim słońce wzejdzie
Ze sto ich nadejdzie
Więc dla żalu serca
Powstaje morderca
Lecz błagam zrozumcie
Dla życia i chleba
To była potrzeba
By dzieci me, żona
Nadzieja stracona...
Na dno się stoczyłem
I w wiarę zwątpiłem
Więc dla mnie... człowieka
Oferta Darlleta
Co ma być ratunkiem
Mych ran opatrunkiem
Nakazał on zabić
Wrogów swych zgładzić
I w śmierci znamiona
Wyrzucił imiona:
Za jego zachcianką
Ofiarą był Ghanko...
W czym mu przeszkadzał
Nic nie rzekł, nakazał
By wraz z wschodem słońca
Doczekał on końca
Nie zło jest mym panem
Nie ojciec szatanem
Szlachetne zabiegi
Umarłych szeregi
Wśród krwawych tych nocy
Sędziowie wysocy
Bo takie me męstwo
A w rękach przekleństwo
Melodia udręki
I wciąż tylko jęki
Jęki śmierci, wzgardzenia
Wśród łez potępienia
Wnet ostrze sztyletu
Przeszyło w człowieku
Co żywe w nim było
W tę noc się skończyło
Za życia uparty
Stał Ghanko się martwy
Dla kilku złociszy,
Dla chleba, dla ciszy
Wygnałem go z kraju
Posłałem do raju
I niech jego dusza
Już więcej nie wzrusza
Ni serca żadnego
Ni żalu smutnego
I niech dusza moja
Na zawsze przeklęta
W Darlleta decyzjach
Po wieki zaklęta...
Średnia ocena: brak oceny
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Czy widziałeś już vilcacora oraz stronę Organizacja wesel. Ciekawe rzeczy znajdziesz na Zarabianie przez internet oraz poezja wiersze klementyna, a także Teksty piosenek.
Nawigacja: Strona główna |
Regulamin |
FAQ |
Propaganda |
Linki |
Kontakt |
Szkółka wiersza |
Forum dyskusyjne |
Wiersze z dzisiejszego dnia |
Wiersze od ostatniej wizyty |
Najnowsze komentarze |
Komentarze
Najnowsze wiersze
Będę spała sama...
autor: smakusznurowadło nam
autor: prestidigitatorNie umiem o Tobie zapomnieć!!
autor: młoda_zmoooora"Emigrant"
autor: Pablo Poloczekczemu
autor: witek
Ostatnie komentarze
- Dany: Treść bardzo ciekawa,opakowanie odstraszające. No i lubię n...
- kamertonka: pierwszy rzut oka na ten tekst dużo psuje sorr, miałam skoj...
- Dany: dobre ...odnalazłam obraz nędzny bo ludzki... Pozdr....
- Paulus: Zamyśliłem się po północy... trawiąc treści ciąży licealistk...
- prestidigitator: coś w nim jest......
