Zamknij X
Los Angeles
Będąc jeszcze poniżej metra i pół
Nie sięgając do parapetów
I dziwnego myślenia
Tych wyższych
Dreptałam
Kroczyłam powoli między meblami
Bałam się pająków i lubiłam je deptać
Tryumf na mojej słodkiej twarzyczce
Drapieżnie kontrastował się z błogością polików
Kiedy miażdżyłam robaki bucikami
Nie chciałam patrzeć na świat
Tak jak reszta tych podobno mądrzejszych
I bardziej doświadczonych
Lubili się wywyższać
Patrzyli wspólnymi oczami
Które widziały jedynie na czarno biało
A zmartwienie kryło się w ich zmarszczkach
I rozgoryczonych ustach
Przeżywali życiowe kataklizmy
Robiąc poważne miny
Z politowaniem patrzyli
Gdy mówiłam o takim ładnym piesku
Którego widziałam na podwórku
Oni w ogóle byli jacyś puści
Bo ja na pewno byłam bardzo dyplomatyczna
Chciałam zostać adwokatem
Na czas codzienności
Zamykałam się wśród kolorowych budowli
Z klocków i książek
Samochodów z obdrapanym lakierem
Lalek i ich plastikowym cellulitem
Gdzieniegdzie
Pluszowy miś napastował kredki
Plastelina zdobiła ściany
A wszystkie ostre rzeczy były gdzieś poza zasięgiem
Mojego wzroku i myśli
To było takie moje małe
Los Angeles
Cały mój świat
A ja z radością rozstawiając wszystkich po kątach
Władałam nim i żyłam szczęśliwie
Jeszcze wtedy nie myślałam
Że dorastając tak szybko będę musiała to wszystko porzucić
I umierać jak inni
Niczym Ken który tkwił gdzieś w kącie
Bez głowy i rozumu
Nie sięgając do parapetów
I dziwnego myślenia
Tych wyższych
Dreptałam
Kroczyłam powoli między meblami
Bałam się pająków i lubiłam je deptać
Tryumf na mojej słodkiej twarzyczce
Drapieżnie kontrastował się z błogością polików
Kiedy miażdżyłam robaki bucikami
Nie chciałam patrzeć na świat
Tak jak reszta tych podobno mądrzejszych
I bardziej doświadczonych
Lubili się wywyższać
Patrzyli wspólnymi oczami
Które widziały jedynie na czarno biało
A zmartwienie kryło się w ich zmarszczkach
I rozgoryczonych ustach
Przeżywali życiowe kataklizmy
Robiąc poważne miny
Z politowaniem patrzyli
Gdy mówiłam o takim ładnym piesku
Którego widziałam na podwórku
Oni w ogóle byli jacyś puści
Bo ja na pewno byłam bardzo dyplomatyczna
Chciałam zostać adwokatem
Na czas codzienności
Zamykałam się wśród kolorowych budowli
Z klocków i książek
Samochodów z obdrapanym lakierem
Lalek i ich plastikowym cellulitem
Gdzieniegdzie
Pluszowy miś napastował kredki
Plastelina zdobiła ściany
A wszystkie ostre rzeczy były gdzieś poza zasięgiem
Mojego wzroku i myśli
To było takie moje małe
Los Angeles
Cały mój świat
A ja z radością rozstawiając wszystkich po kątach
Władałam nim i żyłam szczęśliwie
Jeszcze wtedy nie myślałam
Że dorastając tak szybko będę musiała to wszystko porzucić
I umierać jak inni
Niczym Ken który tkwił gdzieś w kącie
Bez głowy i rozumu
Średnia ocena: 1.00
Dodaj komentarz
Szczurek (Uznany komentator) napisał:
No to się rozpisałaś na sam początek dnia.Niestety ten świat jest dużo większy:)I "gdzieniegdzie"
No to się rozpisałaś na sam początek dnia.Niestety ten świat jest dużo większy:)I "gdzieniegdzie"
Tibadee__ napisał:
za co ta jedynka im?
to w sumie było pisane nocą.
ta moja bezsenność... ;)
dzięki Wam.
Dodaj komentarzza co ta jedynka im?
to w sumie było pisane nocą.
ta moja bezsenność... ;)
dzięki Wam.
Czy widziałeś już lustra warszawa lub appartements appartements appartements wohnungen zum kauf ale również urządzenia diagnostyczne lub przeczytaj Foteliki Samochodowe, a także Maniacy szybkości.
Nawigacja: Strona główna |
Regulamin |
FAQ |
Propaganda |
Linki |
Kontakt |
Szkółka wiersza |
Forum dyskusyjne |
Wiersze z dzisiejszego dnia |
Wiersze od ostatniej wizyty |
Najnowsze komentarze |
Komentarze
Najnowsze wiersze
...
autor: beczuśNieważne
autor: LavTo nie jest wiersz o aniołach
autor: Blackrose137"Przepraszam"
autor: beczuśmiłość one-line
autor: tomczas
Ostatnie komentarze
