Zamknij X
Prawdziwe historie
Spoko typek, a jednak uciekł przed własnym życiem.
Choć na chwilę o nim wspomnę, bo wo w głowę jest wbite.
Pałętał się po osiedlu, nic mu nie było trzeba.
Jedynie trochę szczęścia, albo gdzieś się oderwać.
Leczył smutki tanim winem, razem z ojcem na umór.
Potem z dz*wką przy boku i to go właśnie zepsuło.
Ona robiła go w c*uja, on to znosił na codzień.
W końcu chciał ze sobą skończyć, wylądować pod blokiem.
Ale to nie był koniec! To końca początek.
Nie zapłacone rachunki, odcięty prąd trzy miesiące.
Tylko wino gdzieś pod sklepem, awantury ze starym.
Sprawiedliwość mu wymierzał, będąc równie pijany.
Obaj wykolejeni, sponiewierani losowo.
Nikt nie umiał im pomóc i rosła rozterek mnogość.
Zabłąkani gdzieś w oddali stanowili część tłumu,
Któremu brakowało wiary, siły, chęci, rozumu.
Brakowało energii, tylko smutek bez przerwy.
W tym gównianym świecie i żadne inne manewry.
To było pewne, a nawet to wisiało w powietrzu.
Że zakończy się tragedią i nie będzie happy-end'u.
To miało miejsce w jego własnym mieszkaniu.
Zniknął w końcu na zawsze, nie zostawiając ani śladu.
Kiedy zawisnął na klamce, w pętli zrobionej z paska.
I wyzionął ducha, to jest oparte na faktach.
W każdym z nas jest blask,
U niektórych on gaśnie.
Jak niedopałek w kałuży,
Ciągle mówię poważnie.
Jedni od nas odchodzą,
A niektórzy na zawsze.
Drudzy toczą życie dalej,
To poparte jest faktem.
Druga część opowieści,
Tylko inny bohater.
Spoko typ, drugie wcielenie,
W oczach czerwień TeHaCe.
Potem nosy.
Białe szaleństwo od rana do nocy,
Która nie raz zarwana,
w poszukiwaniu floty.
Czasem były przypały
I tułanie po komendach.
Czasem się poszczęściło
I kolejna kolenda.
Zaciskało się jak pętla,
Potem weszło w rytunę.
Nielegalny biznes nie napawał optymizmem.
Tylko wyrok nad głową,
Żadne życie za*ebi*te.
Nozdrza raczej przeżarte
I trochę "baksów" w kieszeni.
Reszta w towar włożona,
Ciągle interes lewy.
Na przypale nie ma lekko,
Legal tak samo trudny.
A podestu nie podpierają wcale kolumny.
Życie to krucha konstrukcja,
Nie jesteśmy wolni.
Ale jakim prawem?
Przecież tylko Bóg może nas sądzić.
I osądzi słusznie.
Wynagrodzi za trudy.
Gdy idioci za nic dają do "puchy"
Pamiętam jego słowa:
"Chyba czas się zarąbać".
Albo wolność, albo życie.
A przed nimi się nie schowam.
Słuch zaginął o nim,
A życie beztrosko płynie.
Nie ma jego, są wspomnienia.
Tutaj problemów tyle.
I nikt nie wie nic.
Kiedy go zobaczymy?
Czy w ogóle?
Co się dzieje w jego świecie zawiłym...
Choć na chwilę o nim wspomnę, bo wo w głowę jest wbite.
Pałętał się po osiedlu, nic mu nie było trzeba.
Jedynie trochę szczęścia, albo gdzieś się oderwać.
Leczył smutki tanim winem, razem z ojcem na umór.
Potem z dz*wką przy boku i to go właśnie zepsuło.
Ona robiła go w c*uja, on to znosił na codzień.
W końcu chciał ze sobą skończyć, wylądować pod blokiem.
Ale to nie był koniec! To końca początek.
Nie zapłacone rachunki, odcięty prąd trzy miesiące.
Tylko wino gdzieś pod sklepem, awantury ze starym.
Sprawiedliwość mu wymierzał, będąc równie pijany.
Obaj wykolejeni, sponiewierani losowo.
Nikt nie umiał im pomóc i rosła rozterek mnogość.
Zabłąkani gdzieś w oddali stanowili część tłumu,
Któremu brakowało wiary, siły, chęci, rozumu.
Brakowało energii, tylko smutek bez przerwy.
W tym gównianym świecie i żadne inne manewry.
To było pewne, a nawet to wisiało w powietrzu.
Że zakończy się tragedią i nie będzie happy-end'u.
To miało miejsce w jego własnym mieszkaniu.
Zniknął w końcu na zawsze, nie zostawiając ani śladu.
Kiedy zawisnął na klamce, w pętli zrobionej z paska.
I wyzionął ducha, to jest oparte na faktach.
W każdym z nas jest blask,
U niektórych on gaśnie.
Jak niedopałek w kałuży,
Ciągle mówię poważnie.
Jedni od nas odchodzą,
A niektórzy na zawsze.
Drudzy toczą życie dalej,
To poparte jest faktem.
Druga część opowieści,
Tylko inny bohater.
Spoko typ, drugie wcielenie,
W oczach czerwień TeHaCe.
Potem nosy.
Białe szaleństwo od rana do nocy,
Która nie raz zarwana,
w poszukiwaniu floty.
Czasem były przypały
I tułanie po komendach.
Czasem się poszczęściło
I kolejna kolenda.
Zaciskało się jak pętla,
Potem weszło w rytunę.
Nielegalny biznes nie napawał optymizmem.
Tylko wyrok nad głową,
Żadne życie za*ebi*te.
Nozdrza raczej przeżarte
I trochę "baksów" w kieszeni.
Reszta w towar włożona,
Ciągle interes lewy.
Na przypale nie ma lekko,
Legal tak samo trudny.
A podestu nie podpierają wcale kolumny.
Życie to krucha konstrukcja,
Nie jesteśmy wolni.
Ale jakim prawem?
Przecież tylko Bóg może nas sądzić.
I osądzi słusznie.
Wynagrodzi za trudy.
Gdy idioci za nic dają do "puchy"
Pamiętam jego słowa:
"Chyba czas się zarąbać".
Albo wolność, albo życie.
A przed nimi się nie schowam.
Słuch zaginął o nim,
A życie beztrosko płynie.
Nie ma jego, są wspomnienia.
Tutaj problemów tyle.
I nikt nie wie nic.
Kiedy go zobaczymy?
Czy w ogóle?
Co się dzieje w jego świecie zawiłym...
Autor nie zezwolił na ocenianie tego wiersza.
Dodaj komentarzDodaj komentarz
Czy widziałeś już Konsolidacja Kredytów. Ciekawe rzeczy znajdziesz na Jubiler Bizuteria Zegarki lub Filmiki oraz zdjęcia ślubne. Ciekawe rzeczy znajdziesz na Walizki.
Nawigacja: Strona główna |
Regulamin |
FAQ |
Propaganda |
Linki |
Kontakt |
Szkółka wiersza |
Forum dyskusyjne |
Wiersze z dzisiejszego dnia |
Wiersze od ostatniej wizyty |
Najnowsze komentarze |
Komentarze
Najnowsze wiersze
Przepraszam
autor: the.OSenne majaki
autor: Art123Promyk
autor: NiewidomyOstatni wiersz dla niej
autor: rokickienator1991Zakazana Miłość
autor: Art123
Ostatnie komentarze
